Prokurator po interwencji PZE postanowił umorzyć sprawę detektorysty z Raciborza, który sprawdzał wykrywacz

Po interwencji Polskiego Związku Eksploratorów i sprawdzeniu w WKZ czy przypadkiem ogródek w Raciborzu nie jest stanowiskiem archeologicznym, wynajęciu adwokata i burzy medialnej, prokurator prowadzący sprawę postanowił umorzyć warunkowo postępowanie. Nie uniewinnić, a warunkowo umorzyć! PZE tej sprawy tak nie pozostawi i nie pozwolimy zamieść sprawy pod dywan. Będziemy dążyć do uniewinnienia i uprawomocnienia się wyroku łącznie z Sądem Najwyższym, aby usystematyzować orzecznictwo i w rezultacie zmienić skandaliczne przepisy, zatrzymując tę samowolkę.

Będziemy dążyć również do uzyskania odszkodowania za poniesione szkody oraz spowodujemy, że ochoczo fotografujący się z wykrywaczem Mateusza policjant z Raciborza osobiście przeprosi jego rodzinę i wyjaśni sąsiadom, że się pomylił, a Mateusz jest uczciwym człowiekiem.

Niedawno środowisko eksploratorów zostało poruszone sprawą zatrzymania na 48 godzin detektorysty, który chciał sprawdzić wykrywacz w swoim ogródku. Choć nie jest członkiem PZE postanowiliśmy zająć się tą bulwersującą sprawą i pomóc koledze.

Przypomnijmy, że Mateusz został zatrzymany prawdopodobnie na podstawie sąsiedzkiego donosu, a policja wykazała się porażającą ignorancją w stosowaniu przepisów. Funkcjonariusze działali na podstawie instrukcji skonstruowanej w Biurze Kryminalnym Komendy Głównej Policji prawdopodobnie przez krajowego koordynatora do spraw zwalczania przestępczości przeciwko zabytkom nadkomisarza dr. Adama Grajewskiego.

Pan Grajewski nadinterpretuje zapis mówiący o czynie bezskutkowym, czyli o próbie popełnienia przestępstwa co w Kodeksie Karnym traktowane jest jak jego popełnienie. Uważa, że domniemanie niewinności nie istnieje w polskim systemie karnym w stosunku do detektorystów. Nurków nikt przecież masowo nie zamyka za nurkowanie, a sprzęt nurkowy jest wymieniony w ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami! To tak jakby wszystkim kierowcom, którzy wyjeżdżają z garażu, drogówka wlepiała mandat za potencjalne przekroczenie prędkości. Niestety pomimo naszych protestów nikt nie sięgnął w KGP po rozum do głowy i nie zweryfikował tej instrukcji.

Jak wiemy, liczy się wynik, a wadliwa ustawa o ochronie zabytków jest doskonałym narzędziem do nabijania statystyk. Przecież w Polsce wszystko postawione jest na głowie. Policji nie płaci się za spokój w dzielnicy, lecz za wyniki. W czasach totalnej inwigilacji społecznej, gdzie każdy ma przy sobie telefon z kamerą, przestępstwa pospolite zanikają. Dlatego policjanci są zmuszeni produkować przestępców, by otrzymać wynagrodzenie i premię. To ogromna presja. Mateusz stał się w ten sposób naturalną ofiarą chorego systemu.

Pikanterii całemu zdarzeniu dodaje fakt, iż policjanci z Raciborza nie znalazłszy u poszukiwacza niczego, co mogło być zabytkiem, zamiast go uwolnić, zatrzymali go na 48 godzin, a w zamian za wypuszczenie, zażądali od zatrzymanego swoistego okupu! I to nie jest nadinterpretacja zdarzeń a fakt. Ustalono kwotę na poziomie 500 złotych, nazywając ją kaucją! Policja ma prawo przeszukać osoby podejrzane o popełnienie przestępstwa, jak i pomieszczenia, w których osoba zatrzymana przebywa lub do niej należą. W trakcie przeszukania policja ma prawo zająć środki finansowe na poczet ewentualnej kary, zwłaszcza gdy istnieje podejrzenie, że środki mogą pochodzić z przestępstwa i może nastąpić próba ich ukrycia.

W domu Mateusza nie znaleziono pieniędzy więc pomysłowi funkcjonariusze, postanowili je wyłudzić, bo inaczej tego faktu nazwać się nie da. Powiedzieli żonie o kaucji, wprowadzając ją w błąd. Kaucję wyznacza prokurator lub sędzia, a nie posterunkowy. Gdy żona ofiary przyniosła pieniądze na komisariat, otrzymała protokół, jaki otrzymuje się po rewizji, a nie pokwitowanie jak po wpłacie kaucji! Na protokole wymienione są nominały banknotów oraz ich numery seryjne. Uwolnili go po 24 godzinach. Przy okazji drodzy Eksploratorzy informuję, że kaucję wpłaca się w kasie sądu, a nie na komisariacie.

W imieniu Mateusza i Polskiego Związku Eksploratorów
Jacek Wielgus, prezes zarządu PZE