Sąsiedzki konflikt w oparach kurzych odchodów. Mieszkanka Krowiarek domaga się likwidacji kurnika

Pani Krystyna kilka miesięcy temu przeprowadziła się do niewielkiej podraciborskiej miejscowości z Oświęcimia, i od tego momentu walczy o likwidację dużego kurnika, który zlokalizowany jest prawie pod jej oknem.

Krystyna Ząb, przeprowadzając się do uroczego sołectwa Pietrowic Wielkich, nie była przygotowana na to, że tuż pod jej oknem będzie funkcjonował sporych rozmiarów kurnik. Odór odchodów unosi się tutaj bez względu na porę roku, najgorzej jest latem, gdy człowiek musi otworzyć okno.

– Okien nie otwieram, bo jest smród […]. Żeby ten smród zlikwidować, mimo kur, to musza ziemię na metr wywalić [przekopać – red.], żeby do góry nie śmierdziało. Latem okropnie, ja okien nie otwieram – żaliła się nam pani Krystyna:

Mimo tego, że pani Krystyna ma większość we wspólnocie, poszczególne bitwy o likwidację kurnika kończą się przegraną.

Mieszkanka Krowiarek próbowała dojść do porozumienia z sąsiadką i jej konkubentem. Niestety, spór o kury przerodził się w sąsiedzki konflikt. Każda ze stron uważa, że ma rację.

– Każdy wiedział, że wieś to jest wieś […]. Wszędzie śmierdzi, nie ma takich miejsc, żeby nie śmierdziało – odpowiada pani Irena, która z konkubentem prowadzi kurnik:

Do porozumienia z sąsiadami, w kwestii likwidacji kurnika lub niwelacji odoru, mieszkanka Krowiarek nie może dojść. Sojuszników w innych lokatorach budynku też nie ma. Wszyscy powtarzają, że jak jest wieś, to musi śmierdzieć.

– Tutaj mieszkam ponad 20 lat, nigdy tu nie było żadnego problemu – włączył się do dyskusji o kurniku pan Teodor, jeden z lokatorów kamienicy, który okno mieszkania ma po przeciwnej stronie budynku i odoru nie czuje:

Pani Krystyna zapowiada poruszenie tego problemu na zbliżających się zebraniach sołeckich. W sprawie już kilkakrotnie pisała do urzędu gminy.

Interwencję podjęliśmy razem z tygodnikiem Nowiny Raciborskie.